Nasz serwis prowadzony przez Adriana Pionkę wraz naszymi partnerami wymienionymi w Polityce
Prywatności wykorzystuje pliki cookies zapisywane na Twoim urządzeniu i inne technologie do
zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania
ruchu na stronie i w Internecie.
Przetwarzanie danych jest uzasadnione z uwagi na nasze usprawiedliwione potrzeby, co obejmuje między
innymi konieczność zapewnienia bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie
loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszania naszych usług i
dopasowania ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach) jak
również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług Administratora. Dane te są przetwarzane do
czasu istnienia uzasadnionego interesu lub do czasu złożenia przez Ciebie sprzeciwu wobec
przetwarzania.
Dane osobowe będą przekazywane wyłącznie naszym podwykonawcom, tj. dostawcom usług informatycznych
i/lub partnerom wymienionym w
Polityce
Prywatności.
Przysługuje Ci prawo żądania dostępu do treści danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia oraz
prawo do ograniczenia ich przetwarzania. Ponadto także prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie
bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, prawo do przenoszenia danych oraz prawo do wniesienia
sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. Posiadasz prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu
Ochrony Danych Osobowych.
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Ale jak uważasz: czy można napisać na zaproszeniu, że nie chce się żadnych kwiatów, bo są pryskane & nabłyszczane byle czym w kwiaciarniach + nie ma się ochoty studiować po imprezie florystyki tylko dlatego, że niektóre rośliny (od groma ich, niestety) są trujące dla kota, a kota się ma? I że ten kot może skubnąć taki bukiet i wykituje? Jak to ująć? Skoro nie można po prostu napisać, że się kwiatów nie chce, a w razie wielkiej potrzeby kupna czegokolwiek innego, woli się bon do księgarni internetowej czy kartę do Smyka?
olunka - państwo młodzi muszą pamiętać, że ten jest wegetarianinem, tamta weganką, Dżesika jest na diecie bezglutenowej, a Jasio ma uczulenie na orzechy. Czyli biorą pod uwagę prośby gości, jeśli zaś sami dają wskazówki, co do swoich preferencji, to jest źle?
BTW -> mój szwagier w ubiegłym roku stwierdził, że wszystko ma i nie chce żadnych prezentów (bezczelność!), tylko prosi gości o dokonanie wpłaty na leczenie pewnego chłopczyka (fuj, jak można gościom sugerować, co mają dać?!) Wszyscy przelaliśmy pieniądze, to był najsensowniejszy prezent 2018. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Panna młoda to też kobieta. I jeśli nie życzy sobie kwiatów, to sobie nie życzy. Nie znaczy nie, tak się okazuje szacunek do kobiet - wychodząc naprzeciw ich jasno sprecyzowanym oczekiwaniom
Spoko koko. Wyobrażam sobie jedynie zawał matki, co się na kwiaty uparła, bo jej dziecko jest najważniejsze na cudzym ślubie przecież, gdy ja te kwiaty wyrzucam do śmietnika. Wybuchłby chyba kryzys międzynarodowy i bez karetki by się nie obyło
Wiesz, to chodzi tylko o to, że goście i tak "coś" kupią. Wg mnie w porządku jest sobie jakikolwiek zakup darować, ale to przecież nie wypada. W takiej sytuacji państwo młodzi, nauczeni doświadczeniem wynikającym z uczestnictwa w ślubach cudzych, starają się ukierunkować sensownie potencjalne wydatki. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
A Ty wiesz, co to były za zabawki? Może sama chińszczyzna? Nawet moja ciotka zakonnica, co się opiekuje dziećmi porzuconymi przez rodziców, jest świadoma w temacie i chińskich zabawek w tym ośrodku nie przyjmują. Tzn. przyjmują, a potem wyrzucają, zgodnie z zasadami dobrego wychowania. I tutaj dwa słowa -> obowiązkiem obdarowanego jest prezent przyjąć, może go jednak po chwili wyrzucić (całe szczęście). Natomiast obdarowujący nie ma prawa dopytywać później o ów prezent. Nie ma. W ogóle mu takie prawo nie przysługuje. Układ idealny
Mogła od razu napisać, jakie wina lubi; jej wina (dosłownie!), że nie doprecyzowała, o co jej chodziło. Może to jedna z lasek typu "Domyśl się!"
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Jak już pisałam -> bony powinny być pomysłem dla osób, które i tak kupiłyby kwiaty. Wydaje Ci się, że parcie na kwiaty to rzadkość? Przeczytaj wypowiedź powyżej, czyli mama-l-k-m: dzieci i tak wręczą kwiaty. Aha. Wzrusz. Chyba zeszłabym za zawał, gdyby z każdej rodziny dzieciak musiał dać kwiatka, bo przecież liczy się to, co jest ważne dla jakiejś mamy, a nie dla panny młodej. Tak to właśnie jest. Wyświetl w wątku >>
Wypowiedź była edytowana 1 raz.
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Ale skoro ktoś woli otrzymać 100 zł w bonach dla swoich dzieci, zamiach w postaci bukietu kwiatów, to co jest w tym niesmacznego?
Hmm niesmaczne mogłoby być naleganie, żeby każdy gość ślubny podarował bony. Ale sugestia, żeby pieniądze, które ktoś ewentualnie miałby przeznaczyć na kwiaty czy totolotka, wydać na bony, jest wg mnie ok. Szlag by mnie trafił w sytuacji, gdy ja jednoznacznie mówię gościom "Fak de flałers!", a oni uparcie wręczają mi jeden po drugim jakieś wiechecie, które i tak od razu mogą zostawić pod śmietnikiem, bo nie mogę bukietów trzymać w domu. Pomijam fakt, że są osoby, które kupują kwiaty "komuś" w prezencie ślubnym tylko po to, żeby samemu ładnie wypaść na zdjęciach. Powaga, są tacy ludzie... Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Kto doskonale wie? My dajemy tyle, ile uważamy za fair względem nas i drugiej strony, reszta nam zwisa.
Nie jestem osobą oszczędną, wręcz przeciwnie.
Nie interesuje mnie koszt "miejscówki". Wkrótce idziemy na imprezę urodzinową pewnego pana, którego widuję po 20 minut w roku (teść mojego szwagra). Mieszka poza Polską, a spontanicznie postanowił urządzić spotkanie w restauracji z okazji swojej "60". I dla niego na prezent również przeznaczymy tyle, ile uważamy za słuszne, biorąc pod uwagę relacje z solenizantem. Co ciekawe, oboje z moim facetem wymyśliliśmy tę samą kwotę.
Odmowa jest moim zdaniem ok, nie ma obowiązku chodzenia na imprezy. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Raczej nie, bo to gazeta codzienna, więc od razu idzie do zwrotu. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Akurat ja rozumiem tych ludzi, tzn. dla mnie to dosyć sensowna motywacja, bo mnie drażni marnotrawstwo i wywalanie pieniędzy w błoto.
Wino? Jedni lubią takie, inni lubią siakie, ja nie lubię żadnego.
Zdrapki? Nie każdego jarają zdrapki, ja nie kupuję w ogóle.
Książki? Mam w domu srylion książek, książka to jest u mnie prezent wręcz zakazany.
Para młoda mówi jasno, co chciałaby otrzymać z okazji ślubu i to jest niefajne?
Daj mniej do koperty, a zorganizuj te bony. Możesz je nawet spróbować kupić taniej na naszym forum albo wymienić za jakąś swoja nagrodę. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Za.
Ile.
Godzin.
To.
Jest.
Obliczone?
Chyba się nigdy nie dowiem...
Mój facet zarabia w standardowym trybie pracy (40h tygodniowo) kwotę X. Nie pasuje mu ta kwota. Dorabia więc W PIĘCIU innych miejscach. Bierze też zastępstwa. Dla przykładu: w ubiegłym tygodniu miał 10h dodatkowych. Jest na umowie zlecenie, o chociaż jednym płatnym dniu urlopu może zapomnieć. Bite 8h pracuje głosem. W pracy standardowej -> procedur tyle, że można by to wydać w kilku tomach + ciągle coś nowego wskakuje, spróbuj się nie dokształcać. W pracy dodatkowej -> przygotowanie do zajęć w domu plus dojazdy. Na szczęście w każdej chwili może to rzucić. Nie jest nauczycielem, ofkoz. Bo nie-nauczyciele: są pozbawieni prawa do urlopu i ochrony jakiejkolwiek oraz dorabiają by osiągnąć kwoty, które im odpowiadają. I tak się toczy ich codzienność, po prostu. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Oglądając horror ciemną nocą też strzelasz folią?
Jako podręczny nałóg polecam również tzw. obrazki logiczne -> moja miłość
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Chodzi oczywiście o coś dostępnego dla prawie każdego śmiertelnika, a nie np. bycie papieżem
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Z zacytowanego przeze mnie wpisu wynika jasno, że:
1) "Mam jeden taki dłuższy tekst, który wysyłam na WSZYSTKIE konkursy, w których mowa o ulubionym ZŁYM bohaterze (...) Wygrałam nim juz 7 razy".
2) "Ja biorę udział niemal wyłącznie w konkursach na FB -(...) gdy jest mowa o ksiazkach bo zawsze wtedy wstawiam mój slynny TEKST".
Podsumowując: jeden tekst & konkursy na FB.
Wg mnie to nie jest dobry pomysł, wręcz przeciwnie. Chyba, że ktoś do końca życia chce wygrywać tylko książki jednym tekstem wytnij/wklej na FB.
Czy oszczędza się czas? Może i tak, czas jest w cenie. Niemniej takie kopiowanie to jednak ograniczanie swojego potencjału twórczego i tłamszenie wyobraźni. Skoro ktoś ma w sobie moc, żeby napisać jeden "słynny tekst", może potrafiłby napisać ich więcej? Może warto ćwiczyć swoje umiejętności, nawet kosztem czasu? Takie mam przemyślenia
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Ciągle powielasz te same teksty? Słabo. Plus zaraz ktoś to wyłapie i Cię podpier*. Nie tędy droga w konkursach opisowych.
PS: Nie gniewaj się, im jestem starsza, tym bardziej szczera / bezpośrednia
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Spróbuj do nich jutro zadzwonić - mają tyle bonów do rozdania, że sami z siebie raczej nie będą się babrać z pomyłkami. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Niestety, ale dzieciom spada samoocena - bo nie potrafią wykuć czegoś zupełnie nieprzydatnego albo były chore i nie umieją nadgonić z zupełnie durnym materiałem. Pamiętam, że pierwszymi kolorowymi podręcznikami za moich czasów były te do języków obcych, fest piękne i w pizdoo drogie. Ale gdy się im przyjrzałam bliżej i zobaczyłam, jak poukładany jest materiał (to chyba ktoś w systemie edukacji wymyśla kolejność zagadnień?), załamałam się. Moją specjalnością jest język niemiecki i łatwiej było mi na korkach np. uczyć dziecko od zera, niż reperować takie, które miało niemiecki w szkole. Bo to drugie smuciło się każdorazowo myląc rodzajniki określone, a dzieciak bez wiedzy kompletnie łykał na dzień dobry spójniki zdań wielokrotnie złożonych -> jeszcze mu nikt nie zaszczepił myśli, że to (niby)trudne.
Powiem Wam, żem stara i naprawdę szkoda mi tych wszystkich lat spędzonych w szkole, które niczym nie zaowocowały
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Wczorajsze raczej pozamiatane, ale 06.05.2019 odbędzie się dodatkowe losowanie niewydanych nagród. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
To wszystko jest wizją we mgle. Jestem człowiek z gatunku "konkretnych", potrzebuję konkretnych danych, żeby mieć pełen obraz sytuacji. Niestety, moi znajomi z branży edukacyjnej nie dzielą się swoim życiem zawodowym. Tzn. ci, którzy się dzielą, opowiadają o tym normalnie, jak każdy o swojej pracy, więc interesują mnie ci drudzy, którzy chcą walczyć o swoje. Tylko niech dopracują, co to oznacza. Bo błędem jest oczekiwanie, że ich poprę w ciemno.
Jak już pisałam, sama kwota wypłaty mnie nie interesuje, a jej obliczenie. Chcę wiedzieć, ile wychodzi za godzinę, czy poniżej minimum krajowego? Określenie, że "mało zarabiam" jest zbyt enigmatyczne. A konkretów nikt nie podaje.
Dla mnie jest dziwnym zjawiskiem warunkowanie szacunku dla drugiego człowieka wg tego, ile zarabia. To tak, jakby szanować w konkursach tylko wymiataczy. To w ogóle bez sensu jest. Wyświetl w wątku >>
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
To jest właśnie ten ból... Sama jestem po liceum / klasie pedagogicznej, więc sporo moich dalszych znajomych to nauczyciele. Ale oprócz wrzucania na fejsa nic nie wnoszących grafik czy pustych haseł, niczego sensownego nie udostępniają. I jeszcze mnie rozwaliła ich sugestia, żeby każdy nauczyciel, co nie będzie głosował za strajkiem, zrezygnował z podwyżki wywalczonej przez innych - aha, bo już widzę, jak ci nauczyciele, co nie głosowali za PIS, zbiorowo rezygnują z pińset plus
Co jeszcze jest udostępniane? Ano jest taki profl coś-tam-pasek-z-wypłaty. To miło, ale akurat w sklepie interesuje mnie nie cena jednostkowa produktu, a np. jego cena za kilogram czy litr, zatem wisi mi kwota przelewu wyrwana z kontekstu. Za ile faktycznych godzin dobrze zorganizowanej pracy to jest? Czy mam wygrzebać swoje przelewy za prowadzenie kursów w szkole językowej i żalić się, że to mało było? Pragnę również zauważyć, że nauczyciel nie jest jak wino i tzw. wysługa lat, czyli oczekiwanie wyższych zarobków ze względu na staż... w dzisiejszym świecie to słabe podejście. Teraz liczą się efekty; przynajmniej ja idąc do dentysty mam głęboko w poważaniu, czy jego staż to 5 lat, czy 25.
Być może zawód nauczyciela jest tak oderwany od standardowej rzeczywistości, jak życie zakonne. Bo jakoś żaden ze znanych mi nauczycieli nie pracował nigdzie indziej i żaden pracy nie zmieni (to musi być na maksa frustrujące). Spotkałam się ostatnio ze stwierdzeniem, że nauczyciele mają dość tego, że się ich zawód porównuje z innymi. Wow. No może i trudno nauczyciela zrozumieć, ale czy nauczyciel rozumie bliźnich? Kto ma nauczycieli wesprzeć, słysząc ich narzekania? Bo stres? Co na to strażak, który w nocy wyniósł spalone zwłoki ludzi i ugotowane zwierzęta ze zgliszczy? Szkolenia? Co na to pracownik księgowości, który non stop miętoli krajowe oraz unijne przepisy? Wulgarne słowo? Co na to kasjerka w markecie albo pracownica infolinii? Czy ci ludzie uznają żale nauczycieli za słuszne?
Na koniec dodam, żem pozytywnie nastawiona do nauczycieli, a moje poirytowanie wynika jedynie z postawy, jaką reprezentują MOI znajomi. Jestem rozczarowana tymi konkretnymi ludźmi. Niby niosą kaganek oświaty, a nie potrafią przygotować na tyle profesjonalnej kampanii społecznej, by poparcie Polaków zyskać. W czasach marketingu wirusowego -> wstyd.
PS: "Obyś cudze dzieci uczył" - klątwa stara, jak świat stoi. Wyświetl w wątku >>
Wypowiedź była edytowana 1 raz.
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Bo wiele osób twierdzi, że w kopercie nie wypada dać mniej, niż wychodzi miejscówka w restauracji -> kpina żeby gość kalkulował, ile co gdzie kosztuje. Według mnie ludzi, którzy nie są z nami blisko (a jednak chcemy ich obecności) najlepiej zapraszać osobiście ze wskazaniem, że to ich obecność jest dla nas ważna i żeby się nie przejmowali prezentami. Niestety, ale - pomijając okołokomunijne wydatki - nie znamy dokładnie sytuacji finansowej każdego gościa, a w życiu bywa różnie. Nagła choroba czy zepsuty samochód, nikt nie chce się tłumaczyć z prywatnych problemów.
Ja również mam rodzinę normalną, ale i tak odmówiłam bycia chrzestną. Zdziwiło mnie, że ktoś w ogóle o mnie pomyślał, bo jestem tego zdania, co la-princessa...
BTW -> w weekend się dowiedziałam, że moja niedojszła chrześnica będzie miała komunię w jakimś przybytku, gdzie czeka nas min. strzelanie z łuku i bitwa na poduszki. I nie wiem, czy to Prima Aprilis
joan
Postów 18746
Data rejestracji 02.09.2008
Punkty karne 0
Konkursy dodane 7
Konkursy Albedo = bez podawania numeru paragonu w zgłoszeniu i przy zakupach za kpiąco wysokie kwoty.
Nie są dla przeciętnego klienta.
Nie są dla przeciętnego konkursowicza.
Są tylko dla grupy wsparcia paragonowego.
Taka to kaczka dziwaczka. Wyświetl w wątku >>