Wkurza mnie...

misiamarysia

#6735330 Napisano: 11.10.2020 20:31:20
FBilona napisał(a):

MISIA.....   Stan podgorączkowy może utrzymywać się nawet przez tydzień lub więcej, w zależności od tego, jak intensywne są objawy i jakie metody leczenia stosujemy. Jeśli temperatura ciała jest mocno podwyższona i wynosi więcej niż 38-39 stopni, powinna trwać około 2-3 dni.  tyle z definicji.

Definicja definicją, a siostra w szpitalu, szwagier uwięziony w domu. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje. Tak czy inaczej, obyśmy zdrowi byli !!! Życzenia dla Wszystkich na przyszły tydzień i nie tylko emotka Oczywiście również dlaFBilona, trzymaj się Kochana, nie denerwuj się, bo złe emocje też są zabójcze - dla naszych serc.

Gość: gosia16

#6735332 Napisano: 11.10.2020 20:45:49
FBilona napisał(a):

Wielu z forum uwielbia "grzać się" w ciepełku Covid.Katarek,troche mięsnie pobolą ,temperaturka i już teścik,telefoniki do znajomych. Ehy i
ahy .TANIA SENSACJa ale jakże skuteczna, już setki siedzą w domku .Kwarantanna to teraz błogosławieństwo dla nygusów. Co Może mojej rodzinie ktoś bedzie współczuł?
Operacja poważna-zapomnij, zabieg-zapomnij ,specjalista -zapomnij.

Ja pracuje na sali operacyjnej i pracujemy normalnie. Operujemy na ostro i planowe zabiegi, lżejsze i cięższe .Chwilowy przestój był na początku epidemii, ale teraz wszystko toczy się normalnie. Problem może być z zabiegami z powodu braku krwi, o czym trąbią w mediach ,ale to raczej nie wina szpitali. Ja z powodu wirusa nie zdążyłam się wynudzić ,więc uwielbiam czytać wypowiedzi że szpitale zamknięte a personel w nich kawę pije, szczególnie tych, którzy w takim szpitalu nie pracują.

Monika11

#6735342 Napisano: 11.10.2020 21:27:15
To teraz ja -choć minęło 2, 5 miesiąca moje serce krwawi. Tato dostał ciśnienia, dzwonię na karetkę - biorą go do szpitala i każą dzwonić za parę godzin. Tato ma problemy ze słuchem, więc telefonu mu nie daję , tylko leki  - na choroby, na które się leczy. Dzwonię i słyszę , proszę dzwonić jutro, dzwonię na następny dzień - nie ma takiej osoby o takim nazwisku. Na następny dzień okazało się ,że Tatę przenieśli na kariologie inwazyjna dlatego nie było tego nazwiska . Zero kontaktu po 7- iu dniach -koleżanka, koleżanki która pracuje  na kardiologii -poprosiłam , by podeszła do taty. Przebrała go , rzeczy zapakowała do prania ,jedzenie , które Tacie podawałam od pierwszego dnia. A tam w torbie spleśniały pączek. Czy nikt przy osobach leżących nie sprawdza jedzenia ? Ok ...   Tato został przewieziony do innej placówki 40 km od miejsca zamieszkania. Dowiedziałam się ,że jak trafię na dobrego lekarza i zrobię  badanie na covid , będę mogła odwiedzić Tatę.  Dzwonię , raz.. dzwonię drugi raz iii dostaję opierdziel czego Tato nie leczył się na prostatę , bo wdała się bakteria. Nawet nie zobaczyli do torby, że leki są ( Tato od 10-iu lat leczył się na prostatę )  
Dostałam telefon ze szpitala- dwa razy ,żebym przyszykowała sie na śmierć- najpierw w piątek , później w niedzielę .Prosiłam ze łzami w oczach o potrzymanie Taty za rękę w ostatnich godzinach - słyszałam NIE I NIE!!!!   Najgorsze w tym wszystkim było , jak Tato zmarł , dostałam telefon -pojechałam - zmierzyli mi gorączkę na bramie, wypełniłam ankietę i weszłam na szpital, zbierałam rzeczy Taty na sali. NIE BALI się niczego .........

Gość: chochliczka

#6735345 Napisano: 11.10.2020 21:36:55
Monika az mnie zmrozilo bardzo mi przykro. Moi bliscy też w czasie teraz covidu lezeli w szpitalu i mówią to samo, jeszcze jesli pacjhent jest samodzielny to jakos to jest. A tak? Nie ma odwiedzin, wiec pacjenci leżacy sa zdani na łaskę i niełaskę pielegniarek itd. Ciocia lezałą w szpitalu na oddziale z udarami i mówiła, jak to pielęgniarz wrzeczał do ludzi per Ty Franek cicho badź, albo ,że " wezmę Was na smycz do kroplowek t onie pouciekacie..." także no tego... ;/
1 Monika11 0

asiakali

#6735347 Napisano: 11.10.2020 21:42:31
Monika11 bardzo mi przykro i rozumiem twój ból. Mój tata odszedł 2 miesiące temu. Szybko.. 3 dni w szpitalu i koniec. Zero kontaktu z rodziną, nie było dobrze ale nikt się nie spodziewał takiego finału... Boli... Cholernie boli 

Monika11

#6735348 Napisano: 11.10.2020 21:47:08
asiakali napisał(a):

Monika11 bardzo mi przykro i rozumiem twój ból. Mój tata odszedł 2 miesiące temu. Szybko.. 3 dni w szpitalu i koniec. Zero kontaktu z rodziną, nie było dobrze ale nikt się nie spodziewał takiego finału... Boli... Cholernie boli 

Mówią , że czas leczy rany...... ale w to nie wierzę 

asantesana

#6735349 Napisano: 11.10.2020 22:01:51
FBilona napisał(a):

roksana2802 napisał(a):

Osobiście przechodzę teraz covida ja i moi rodzice. Nie mówcie, że go nie ma, bo jest. Widzę, co dzieje się ze mną i co dzieje się z moimi rodzicami. Grypę przechodziłam nie raz i zapewniam Was, że nie jest to to samo. Przynajmniej ja nie płakałam z bólu mięśni przy zwykłej grypie i nie miałam problemu w przejściu kilku metrów. I wbrew pozorom wcale nie jest tak prosto dostać skierowanie na test.

Ale siły żeby wejść na forum to masz. Dziwne bo każdy porządnie chory to nawet w komórkę nie spojrzy. Atak wirusa to ja wiem jak wygląda, nie biega się wtedy po śniadaniówkach, forach itp tylko walczy o życie a pielęgniarki między sobą sondują czy przeżyje. Tak było w przypadku mojego męża. Wirus który niszczy kraj, za chwilę zamrożą waloryzację i rent i emerytur a budżetówka bez podwyżek bo przez Covida-nie wida tak jesteśmy zadłużeni 

A to Ci się pozmieniało... jeszcze kilka miesięcy temu próbowałaś przekonać tutaj wszystkich, że covida nie ma...

mama2006

#6735352 Napisano: 11.10.2020 22:06:34
Monika11 napisał(a):

To teraz ja -choć minęło 2, 5 miesiąca moje serce krwawi. Tato dostał ciśnienia, dzwonię na karetkę - biorą go do szpitala i każą dzwonić za parę godzin. Tato ma problemy ze słuchem, więc telefonu mu nie daję , tylko leki  - na choroby, na które się leczy. Dzwonię i słyszę , proszę dzwonić jutro, dzwonię na następny dzień - nie ma takiej osoby o takim nazwisku. Na następny dzień okazało się ,że Tatę przenieśli na kariologie inwazyjna dlatego nie było tego nazwiska . Zero kontaktu po 7- iu dniach -koleżanka, koleżanki która pracuje  na kardiologii -poprosiłam , by podeszła do taty. Przebrała go , rzeczy zapakowała do prania ,jedzenie , które Tacie podawałam od pierwszego dnia. A tam w torbie spleśniały pączek. Czy nikt przy osobach leżących nie sprawdza jedzenia ? Ok ...   Tato został przewieziony do innej placówki 40 km od miejsca zamieszkania. Dowiedziałam się ,że jak trafię na dobrego lekarza i zrobię  badanie na covid , będę mogła odwiedzić Tatę.  Dzwonię , raz.. dzwonię drugi raz iii dostaję opierdziel czego Tato nie leczył się na prostatę , bo wdała się bakteria. Nawet nie zobaczyli do torby, że leki są ( Tato od 10-iu lat leczył się na prostatę )  
Dostałam telefon ze szpitala- dwa razy ,żebym przyszykowała sie na śmierć- najpierw w piątek , później w niedzielę .Prosiłam ze łzami w oczach o potrzymanie Taty za rękę w ostatnich godzinach - słyszałam NIE I NIE!!!!   Najgorsze w tym wszystkim było , jak Tato zmarł , dostałam telefon -pojechałam - zmierzyli mi gorączkę na bramie, wypełniłam ankietę i weszłam na szpital, zbierałam rzeczy Taty na sali. NIE BALI się niczego .........

Monia, tak mi przykro. Straszne jest przeżyć śmierć najbliższej osoby ale jak nie można tego przeżyć godnie, to jest porażające. No cóż, publiczna służba zdrowia w Polsce praktycznie nie istnieje, po ostatnim pobycie w szpitalu i operacji nie mam złudzeń. Niestety, dzisiaj już nie ma co liczyć na państwo, tylko kogo stać należy zainwestować w prywatne ubezpieczenie. Niestety, ale z dnia na dzień będzie tylko gorzej. Nasz rząd ma niestety inne  priorytety.
1 Monika11 0

anialistopad

#6735353 Napisano: 11.10.2020 22:22:47
Wiecie co to wszystko chyba zależy od lekarzy i ich empatii. W kwietniu tego roku mój maz miał operację (rak nerki) . Trafiliśmy na tak cudownego lekarza,że pomimo tego ,że operację były już wstrzymane On osobiście ja zrobił. Po operacji zadzwonił do mnie i poinformował o jej przebiegu i o tym jak czuje się mąż. Po 2 dniach mąż był już w domu ,bardzo szybko. Ale lekarz dzwonił i pytał jak się czuje i czy wszystko ze szwami w porządku. Teraz mąż do niego chodzi na kontrolę do jego gabinetu i to na nfz,pomimo tego,że ma prywatne leczenie. Mamy jego prywatny numer telefonu i w każdej chwili kazał dzwonić jakby się coś działo. To samo lekarka mojego syna-reumatolog ,cudowna kobieta z sercem do dzieci. Dzięki jej uporowi wiem,że syn ma torbiel na nerce. Mój lekarz rodzinny też super człowiek tyle,że on dzieci tylko leczy,a dla odmiany mój lekarz do którego ja chodzę to kawał h....on przyjmuje z wielkiej łaski.

asantesana

#6735356 Napisano: 11.10.2020 22:25:34
roksana2802 napisał(a):

asantesana napisał(a):

FBilona napisał(a):

roksana2802 napisał(a):

Osobiście przechodzę teraz covida ja i moi rodzice. Nie mówcie, że go nie ma, bo jest. Widzę, co dzieje się ze mną i co dzieje się z moimi rodzicami. Grypę przechodziłam nie raz i zapewniam Was, że nie jest to to samo. Przynajmniej ja nie płakałam z bólu mięśni przy zwykłej grypie i nie miałam problemu w przejściu kilku metrów. I wbrew pozorom wcale nie jest tak prosto dostać skierowanie na test.

Ale siły żeby wejść na forum to masz. Dziwne bo każdy porządnie chory to nawet w komórkę nie spojrzy. Atak wirusa to ja wiem jak wygląda, nie biega się wtedy po śniadaniówkach, forach itp tylko walczy o życie a pielęgniarki między sobą sondują czy przeżyje. Tak było w przypadku mojego męża. Wirus który niszczy kraj, za chwilę zamrożą waloryzację i rent i emerytur a budżetówka bez podwyżek bo przez Covida-nie wida tak jesteśmy zadłużeni 

A to Ci się pozmieniało... jeszcze kilka miesięcy temu próbowałaś przekonać tutaj wszystkich, że covida nie ma...

ja?????

Nie, nie Ty, odpowiedź nie jest pod Twoim postem emotka
0 0

cudaczek121

#6735365 Napisano: 11.10.2020 23:26:07
Moniika111,bardzo Ci współczuję.Mój tato trafił do szostała z powodu nadciśnienia 12 września tego roku w nocy.-13 była komunia mojej siostry syna, a ona w nocy z soboty na niedzielę uruchomila wszystkie możliwe znajomości wśrod lekarzy,aby się ojcem  dobrże zajęli, o 6 rano w niedzielę jechala pod szpital przekazać jego rżeczy osobiste.Po tygodniu tato wyszedł,  ale czasem  bez znajomości, to ciężko, nikt się człowiekiem porządnie nie zajmie.

FBilona

#6735376 Napisano: 12.10.2020 07:32:37
superloser napisał(a):

FBilona napisał(a):

Zabieg ręki na który czekałam 2 lata po raz drugi odwołany. W szpitalu corona. Bezobjawowe zarażenia są groźniejsze niż moja coraz mniej przydatna objawową ręka. 

Widac, ze reka jednak sprawna na tyle by komus przywalic slowem...  emotka
Publicznie szukasz wspolczucia, zrozumienia u innych ? wow

Ciebie jakoś nikt nie pobije, nawet nie próbuję 
0 0

FBilona

#6735377 Napisano: 12.10.2020 07:42:20
asantesana napisał(a):

roksana2802 napisał(a):

asantesana napisał(a):

FBilona napisał(a):

roksana2802 napisał(a):

Osobiście przechodzę teraz covida ja i moi rodzice. Nie mówcie, że go nie ma, bo jest. Widzę, co dzieje się ze mną i co dzieje się z moimi rodzicami. Grypę przechodziłam nie raz i zapewniam Was, że nie jest to to samo. Przynajmniej ja nie płakałam z bólu mięśni przy zwykłej grypie i nie miałam problemu w przejściu kilku metrów. I wbrew pozorom wcale nie jest tak prosto dostać skierowanie na test.

Ale siły żeby wejść na forum to masz. Dziwne bo każdy porządnie chory to nawet w komórkę nie spojrzy. Atak wirusa to ja wiem jak wygląda, nie biega się wtedy po śniadaniówkach, forach itp tylko walczy o życie a pielęgniarki między sobą sondują czy przeżyje. Tak było w przypadku mojego męża. Wirus który niszczy kraj, za chwilę zamrożą waloryzację i rent i emerytur a budżetówka bez podwyżek bo przez Covida-nie wida tak jesteśmy zadłużeni 

A to Ci się pozmieniało... jeszcze kilka miesięcy temu próbowałaś przekonać tutaj wszystkich, że covida nie ma...

ja?????

Nie, nie Ty, odpowiedź nie jest pod Twoim postem 
asantesana napisał(a):

roksana2802 napisał(a):

asantesana napisał(a):

FBilona napisał(a):

roksana2802 napisał(a):

Osobiście przechodzę teraz covida ja i moi rodzice. Nie mówcie, że go nie ma, bo jest. Widzę, co dzieje się ze mną i co dzieje się z moimi rodzicami. Grypę przechodziłam nie raz i zapewniam Was, że nie jest to to samo. Przynajmniej ja nie płakałam z bólu mięśni przy zwykłej grypie i nie miałam problemu w przejściu kilku metrów. I wbrew pozorom wcale nie jest tak prosto dostać skierowanie na test.

Ale siły żeby wejść na forum to masz. Dziwne bo każdy porządnie chory to nawet w komórkę nie spojrzy. Atak wirusa to ja wiem jak wygląda, nie biega się wtedy po śniadaniówkach, forach itp tylko walczy o życie a pielęgniarki między sobą sondują czy przeżyje. Tak było w przypadku mojego męża. Wirus który niszczy kraj, za chwilę zamrożą waloryzację i rent i emerytur a budżetówka bez podwyżek bo przez Covida-nie wida tak jesteśmy zadłużeni 

A to Ci się pozmieniało... jeszcze kilka miesięcy temu próbowałaś przekonać tutaj wszystkich, że covida nie ma...

ja?????

Nie, nie Ty, odpowiedź nie jest pod Twoim postem emotka

0 1 agakaz2

FBilona

#6735378 Napisano: 12.10.2020 07:57:10
asantes oczywiście, że covid to ściema. Wirus, o którym piszę zaatakował 35lat temu. Wiem jaki miała przebieg choroba. Nikt nie zamknął wirusy były i są. Dziwne, że jak ktoś powie żałosny covid to góra łapek, a kalectwo innych osób jakoś na nich nie robi wrażenia. Grzanko trwa
0 1 bethan

Gość: kermit

#6735379 Napisano: 12.10.2020 08:00:45
FBilona napisał(a):

asantes oczywiście, że covid to ściema. Wirus, o którym piszę zaatakował 35lat temu. Wiem jaki miała przebieg choroba. Nikt nie zamknął wirusy były i są. Dziwne, że jak ktoś powie żałosny covid to góra łapek, a kalectwo innych osób jakoś na nich nie robi wrażenia. Grzanko trwa


Oj uważaj, bo los bywa przewrotny. Oby nie zechciał Ci udowodnić istnienia Covid.

FBilona

#6735381 Napisano: 12.10.2020 08:30:13
Kukermit napisał(a):

FBilona napisał(a):

asantes oczywiście, że covid to ściema. Wirus, o którym piszę zaatakował 35lat temu. Wiem jaki miała przebieg choroba. Nikt nie zamknął wirusy były i są. Dziwne, że jak ktoś powie żałosny covid to góra łapek, a kalectwo innych osób jakoś na nich nie robi wrażenia. Grzanko trwa


Oj uważaj, bo los bywa przewrotny. Oby nie zechciał Ci udowodnić istnienia Covid.

Spokojnie, na ochotnika zgłosiłam swoją pomoc. Covid to ja mam co roku w myśl powiedzenia"cieszy sie starzec jak przeżyje marzec". Teraz to martwię się, że z dnia na dzień zostajemy kalekami.ni ale kogo to obchodzi. Na pewno nie forum, tutaj grzanko trwa
0 0

iwona0103

#6735383 Napisano: 12.10.2020 08:35:12
FBilona napisał(a):

Wielu z forum uwielbia "grzać się" w ciepełku Covid.Katarek,troche mięsnie pobolą ,temperaturka i już teścik,telefoniki do znajomych. Ehy i
ahy .TANIA SENSACJa ale jakże skuteczna, już setki siedzą w domku .Kwarantanna to teraz błogosławieństwo dla nygusów. Co Może mojej rodzinie ktoś bedzie współczuł? 
Operacja poważna-zapomnij, zabieg-zapomnij ,specjalista -zapomnij.

Z moich obserwacji wynika, że jest odwrotnie. Ludzie ukrywają, że chorują na covid, bo jeśli się przyznają to spływa na nich fala hejtu np. taka jak od Ciebie i podobne typu: "ile ci zapłacili za to kłamstwo", mnóstwo wyzwisk i gróźb w internecie czy ze strony sąsiadów, mieszkańców miejscowości.

PS. czy mogłabyś posprzątać w tym wątku, usuwając te dziwne posty z cytatami, w których nic nie piszesz?

mama-l-k-m

#6735539 Napisano: 12.10.2020 13:25:46
FBilona napisał(a):


Operacja poważna-zapomnij, zabieg-zapomnij ,specjalista -zapomnij.

Tutaj się nie zgodzę. We wrześniu miałam laparoskopię - 4 dni po wizycie u lekarza, termin od ręki. Bez problemu teraz chodzę na kontrole, usg.
U dermatologa byłam w tym miesiącu 4 razy na kasę chorych (gdzie w sierpniu 2 razy prywatnie musiałam bo nie było terminów).
U endokrynologa byłam we wrześniu i dzisiaj.
Córka 4 listopada ma kardiologa.
I aż dziw mnie bierze, że po raz pierwszy w życiu chodzę na kasę chorych, nie czekam w kolejach, od ręki wchodzę jak mam wizytę o 12 itp. 
A przed covid endokrynolog tylko prywatnie, dermatolog raz prywatnie, raz kasa chorych i czekanie w kolejce po 2h.

dwaburekoty

#6735655 Napisano: 12.10.2020 16:41:05
ja się zgodzę. chodzę z córką do chirurga - na kase jestem przyjmowana od ręki.

barszcz

#6735695 Napisano: 12.10.2020 17:44:53
Nie można generalizować..najgorsza sytuacja jest na rejonach, gdzie sa teleporady.Ale jeżeli chodzi o specjalistow to mam dobre doswiadczenia.Jezdzimy co tydzień do poradni chirurgicznej, a w nagłych przypadkach chirurg przyjmuje na oddziale. Wszystkko zalezy od placówki..w jednym szpitalu czekalismy do 3 w nocy pod bramą, a w drugim mogłam można wejść na konsultacje na oddział.Z mojego doświadczenia:za bardzo bierzemy sobie do serca newsy z tzw duu.. w necie i sami opozniamy interwencje medyczne.A gdy rozsadek i opatrznosć biora górę..udaje się nawet ciężka operacja i zrobione sa specjalistyczne badania.Trzeba próbować i pytać ludzi wiarygodnych(patrz tych, którzy osobiście sie z czyms spotkali)gdzie otrzymamy najlepsze wsparcie.Zdrówka dla wszystkich️
0 0