Wkurza mnie...

nkba

#6521420 Napisano: 23.08.2018 09:11:25
joan napisał(a):

Niebieska_Laguna - cztery razy byłam domem tymczasowym, rozumiem Cię doskonale emotka Niby ludzie gdzieś tam słyszeli, że "zwierzę to nie rzecz", ale tym właśnie koty są dla nich -> przedmiotami otrzymanymi za darmo, gratisami co się po jakimś czasie nudzą, pluszakami numer X...

tygrysek82bu - pracownikom schronisk znane są rozmowy następującego typu:
- Chcę przygarnąć kotka.
- A miała Pani kiedyś koty?
- Tak, nawet teraz mam. Miałam też cztery inne, ale wszystkie rozjechały samochody. Bo to złośliwość losu była taka.
- Pani je wypuszczała na zewnątrz?
- No chyba!
- I tego od nas też Pani chce wypuszczać?
- No chyba!
- To od nas Pani kota nie dostanie.
- Wy jesteście gnidy, nie zależy Wam na adopcjach, tylko o pieniądze żebracie, a koty tu umierają...


nkba - niepełnosprawny kot absolutnie nie powinien poruszać się poza domem. Jego szanse na przeżycie są bliskie zeru. Jeśli szukasz kota wychodzącego, najlepiej po prostu zostawić namiary w schroniskach / przytuliskach (oraz na ich FB) z informacją, że gdyby mieli np. kota wychodzącego po zmarłej osobie albo półdziczka, to mogą się do Ciebie zgłosić. Jest to jakaś szansa (oczywiście w kontekście kiepskich schronisk).

Tak joan, zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o niepełnosprawne, choć samam mam znajomą, która ma kocurka z jednym oczkiem i on sobie radzi świetnie, nawet ptaszki jej przynosi żeby się pochwalić (choć tego akurat u kotów nie pochwalam ale wiem, że taka ich natura), ale jak widzę ogłoszenie, że kotek z ulicy, poturbowany ale już podleczony, szuka domu więc dzwonię, pytam, potem słyszę, że jednak nie bo jak ulica blisko to z ulicy na ulicę to tak nie za bardzo, może kto inny przygarnie... a potem znów ogłoszenie (na tego samego kotełka) i że jak się nie znajdzie "chętny" to będą go musieli znów na ulicę wypuścić to nie wkurzyła byś się? A zostawiłam nr tel do kontaktu gdyby nikt się do opieki nie znalazł emotka
A tak ps. to szacun wielki za to,że miałaś u siebie DT emotka
0 0

azaflora

#6521436 Napisano: 23.08.2018 09:59:20
nkba napisał(a):

joan napisał(a):

Niebieska_Laguna - cztery razy byłam domem tymczasowym, rozumiem Cię doskonale emotka Niby ludzie gdzieś tam słyszeli, że "zwierzę to nie rzecz", ale tym właśnie koty są dla nich -> przedmiotami otrzymanymi za darmo, gratisami co się po jakimś czasie nudzą, pluszakami numer X...

tygrysek82bu - pracownikom schronisk znane są rozmowy następującego typu:
- Chcę przygarnąć kotka.
- A miała Pani kiedyś koty?
- Tak, nawet teraz mam. Miałam też cztery inne, ale wszystkie rozjechały samochody. Bo to złośliwość losu była taka.
- Pani je wypuszczała na zewnątrz?
- No chyba!
- I tego od nas też Pani chce wypuszczać?
- No chyba!
- To od nas Pani kota nie dostanie.
- Wy jesteście gnidy, nie zależy Wam na adopcjach, tylko o pieniądze żebracie, a koty tu umierają...


nkba - niepełnosprawny kot absolutnie nie powinien poruszać się poza domem. Jego szanse na przeżycie są bliskie zeru. Jeśli szukasz kota wychodzącego, najlepiej po prostu zostawić namiary w schroniskach / przytuliskach (oraz na ich FB) z informacją, że gdyby mieli np. kota wychodzącego po zmarłej osobie albo półdziczka, to mogą się do Ciebie zgłosić. Jest to jakaś szansa (oczywiście w kontekście kiepskich schronisk).

Tak joan, zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o niepełnosprawne, choć samam mam znajomą, która ma kocurka z jednym oczkiem i on sobie radzi świetnie, nawet ptaszki jej przynosi żeby się pochwalić (choć tego akurat u kotów nie pochwalam ale wiem, że taka ich natura), ale jak widzę ogłoszenie, że kotek z ulicy, poturbowany ale już podleczony, szuka domu więc dzwonię, pytam, potem słyszę, że jednak nie bo jak ulica blisko to z ulicy na ulicę to tak nie za bardzo, może kto inny przygarnie... a potem znów ogłoszenie (na tego samego kotełka) i że jak się nie znajdzie "chętny" to będą go musieli znów na ulicę wypuścić to nie wkurzyła byś się? A zostawiłam nr tel do kontaktu gdyby nikt się do opieki nie znalazł emotka
A tak ps. to szacun wielki za to,że miałaś u siebie DT emotka

nkba  nie znasz realiów ciężkiej pracy  wkładanej przez domy tymczasowe, wolontariuszy, kot oferowany do adopcji przechodzi czasem niewyobrażalną dla Ciebie drogę, by stać się kotem gotowym do adopcji. Kociaki porzucone, karmione butelką co 2 godziny, ceny odżywek straszne, socjalizowane z innymi kotami, bo muszą mieć wzorce zachowania, koszt opieki weterynaryjnej - horrendalny, bo jeden kot potrafi wygenerować w klinikach rachunki na kilka tysięcy złotych. Sprawdzanie potencjalnego adoptującego jest czasem "dziwne", bo po co ktoś ma do mnie przyjść i oglądać kąty? A po to np. żeby się przekonać, że to xx piętro i zainteresowany motylem, ptaszkiem kot przy niezabezpieczonych oknach wyskoczy i spadnie tracąc życie lub zostanie kaleką. Są też przypadki, że zachowań nowego opiekuna nie przewidzisz, bo np. w bloku wypuszcza kotka na klatkę, żeby sobie pobiegał i np. spada albo schodzi i czeka aż ktoś otworzy drzwi i fruu.
Koty wychodzące, jak piszesz, przynoszą ptaszki, tyle, że one  zabijają, bo to instynkt łowcy, a nie potrzeba zaspokojenia głodu. 
Jeśli będziesz miała ochotę, wejdź na miau, przekonasz się, że w domach tymczasowych jest mnóstwo kotów, niektóre czekają na adopcję rok i dłużej, a "wariatki kociary" nie oddają, by tylko zwolnić sobie miejsce, no właśnie dlaczego? Bo włożyły tyle pracy, kosztów /często są to zbiórki prywatne, wzajemne wsparcie/ i uczuć, gdy kot jest bliski śmierci /podawanie leków, kroplówek,itp/, by oddać wychuchane zwierzę komuś, kto nie gwarantuje zapewnienia bezpieczeństwa, a na dodatek uważa, że wyświadcza łaskę oferując dom. 
2 nkba, joan 0

nkba

#6521470 Napisano: 23.08.2018 10:23:07
azaflora napisał(a):

nkba  nie znasz realiów ciężkiej pracy  wkładanej przez domy tymczasowe, wolontariuszy, kot oferowany do adopcji przechodzi czasem niewyobrażalną dla Ciebie drogę, by stać się kotem gotowym do adopcji. Kociaki porzucone, karmione butelką co 2 godziny, ceny odżywek straszne, socjalizowane z innymi kotami, bo muszą mieć wzorce zachowania, koszt opieki weterynaryjnej - horrendalny, bo jeden kot potrafi wygenerować w klinikach rachunki na kilka tysięcy złotych. Sprawdzanie potencjalnego adoptującego jest czasem "dziwne", bo po co ktoś ma do mnie przyjść i oglądać kąty? A po to np. żeby się przekonać, że to xx piętro i zainteresowany motylem, ptaszkiem kot przy niezabezpieczonych oknach wyskoczy i spadnie tracąc życie lub zostanie kaleką. Są też przypadki, że zachowań nowego opiekuna nie przewidzisz, bo np. w bloku wypuszcza kotka na klatkę, żeby sobie pobiegał i np. spada albo schodzi i czeka aż ktoś otworzy drzwi i fruu.
Koty wychodzące, jak piszesz, przynoszą ptaszki, tyle, że one  zabijają, bo to instynkt łowcy, a nie potrzeba zaspokojenia głodu. 
Jeśli będziesz miała ochotę, wejdź na miau, przekonasz się, że w domach tymczasowych jest mnóstwo kotów, niektóre czekają na adopcję rok i dłużej, a "wariatki kociary" nie oddają, by tylko zwolnić sobie miejsce, no właśnie dlaczego? Bo włożyły tyle pracy, kosztów /często są to zbiórki prywatne, wzajemne wsparcie/ i uczuć, gdy kot jest bliski śmierci /podawanie leków, kroplówek,itp/, by oddać wychuchane zwierzę komuś, kto nie gwarantuje zapewnienia bezpieczeństwa, a na dodatek uważa, że wyświadcza łaskę oferując dom. 

Chyba się źle wyraziłam albo się nie rozumiemy emotka Ja nie neguję Waszej pracy, wręcz ją podziwiam i chylę czoła! Sama bym się bała oddać kota w nieznane mi ręce! Ja zawsze jak dzwoniłam to byłam szczera i mówiłam jakie warunki mogę zaoferować i zawsze słyszałam to samo... emotka Mogłabym skłamać ale po co? Żeby stworzyć idylliczny obrazek aby zaspokoić swoje widzimisię? To nie dla mnie. A jeśli chodzi o ptaszki to wiem o tym doskonale, ze się chwalą zdobyczą emotka
Przytulaski dla wszystkich Waszych kotełków emotka
1 joan 0

azaflora

#6521471 Napisano: 23.08.2018 10:26:54
nkba napisał(a):

azaflora napisał(a):

nkba  

Chyba się źle wyraziłam albo się nie rozumiemy emotka Ja nie neguję Waszej pracy, wręcz ją podziwiam i chylę czoła! Sama bym się bała oddać kota w nieznane mi ręce! Ja zawsze jak dzwoniłam to byłam szczera i mówiłam jakie warunki mogę zaoferować i zawsze słyszałam to samo... emotka Mogłabym skłamać ale po co? Żeby stworzyć idylliczny obrazek aby zaspokoić swoje widzimisię? To nie dla mnie. A jeśli chodzi o ptaszki to wiem o tym doskonale, ze się chwalą zdobyczą emotka
Przytulaski dla wszystkich Waszych kotełków emotka

Nie, ja tylko cząstkowo opisałam jak to wygląda z drugiej strony. Nawet nie wiesz jakie oszołomy dzwonią i o jakich porach, a jak czują się obrażeni odmową - puszczają wiąchy emotka
1 nkba 0

nkba

#6521473 Napisano: 23.08.2018 10:31:11
azaflora napisał(a):

nkba napisał(a):

azaflora napisał(a):

nkba  

Chyba się źle wyraziłam albo się nie rozumiemy emotka Ja nie neguję Waszej pracy, wręcz ją podziwiam i chylę czoła! Sama bym się bała oddać kota w nieznane mi ręce! Ja zawsze jak dzwoniłam to byłam szczera i mówiłam jakie warunki mogę zaoferować i zawsze słyszałam to samo... emotka Mogłabym skłamać ale po co? Żeby stworzyć idylliczny obrazek aby zaspokoić swoje widzimisię? To nie dla mnie. A jeśli chodzi o ptaszki to wiem o tym doskonale, ze się chwalą zdobyczą emotka
Przytulaski dla wszystkich Waszych kotełków emotka

Nie, ja tylko cząstkowo opisałam jak to wygląda z drugiej strony. Nawet nie wiesz jakie oszołomy dzwonią i o jakich porach, a jak czują się obrażeni odmową - puszczają wiąchy emotka

O tak to ja się nie zachowałabym nigdy! Mi było zwyczajnie bardzo smutno emotka Ale po tej akcji z kotkiem z ulicy, o którym pisałam wcześniej, to szczerze się wkurzyłam. Mam tylko nadzieję, że znalazł swój dom i dobrego człowieka emotka
0 0

tygrysek82bu

#6521496 Napisano: 23.08.2018 11:07:25
joan napisał(a):

@Niebieska_Laguna - cztery razy byłam domem tymczasowym, rozumiem Cię doskonale emotka Niby ludzie gdzieś tam słyszeli, że \"zwierzę to nie rzecz\", ale tym właśnie koty są dla nich -> przedmiotami otrzymanymi za darmo, gratisami co się po jakimś czasie nudzą, pluszakami numer X...

@tygrysek82bu - pracownikom schronisk znane są rozmowy następującego typu:
- Chcę przygarnąć kotka.
- A miała Pani kiedyś koty?
- Tak, nawet teraz mam. Miałam też cztery inne, ale wszystkie rozjechały samochody. Bo to złośliwość losu była taka.
- Pani je wypuszczała na zewnątrz?
- No chyba!
- I tego od nas też Pani chce wypuszczać?
- No chyba!
- To od nas Pani kota nie dostanie.
- Wy jesteście gnidy, nie zależy Wam na adopcjach, tylko o pieniądze żebracie, a koty tu umierają...


@nkba - niepełnosprawny kot absolutnie nie powinien poruszać się poza domem. Jego szanse na przeżycie są bliskie zeru. Jeśli szukasz kota wychodzącego, najlepiej po prostu zostawić namiary w schroniskach / przytuliskach (oraz na ich FB) z informacją, że gdyby mieli np. kota wychodzącego po zmarłej osobie albo półdziczka, to mogą się do Ciebie zgłosić. Jest to jakaś szansa (oczywiście w kontekście kiepskich schronisk).

Rozpisałam się i chyba się nie dodało, bo nie widzę  :/ Piszę więc jeszcze raz.Nie biorę kotów od kogoś czy ze schroniska, obiecując że będę trzymać tylko w domu. Przygarniam koty błąkające się po wsi, nauczone do "wolnego" życia. Sterylizuje,  kastruje i ogólnie całą rodzinką się nim opiekujemy.  Wchodzą do domu i wychodzą kiedy chcą i nie wypuszczam ich prosto na ulice, ale na duże przydomowe podwórko,  choć dla nich płot to żadne ograniczenie. Ulica jest niedaleko,  choć ulica to za dużo powiedziane.  To uliczka biegnąca przez wieś.  Nie jest ruchliwa, a mimo to zdradza się że kotki czy pieski wychodzą prosto pod koła. Koty,  które większość czasu są na podwórku nauczyły się bać samochodów i mają ok 5, 4, 2, 2  lata i ok. roczna  kotka. Pod kołami zginęły głównie małe kotki, które mało wychodziły i jeden całkowicie udomowiony, który się po prostu wymknął, korzystając z tego że otwarły się niedomknięte drzwi. Niestety i taki pech się zdrarza.  Dbasz, pilnujesz, a i tak wpadnie pod przejeżdżające raz na godzinę czy dwie auto.  Dlatego teraz nie "udomawiam" kotków na siłę.  Żyją jak chcą, są sprytne i trzymają się, ciesząc nad swoją obecnością. 
Ja też jestem zdania, że jeśli człowiek jest zdecydowany by podjąć się opieki nad zwierzęciem, uważa że jest na to gotowy i sam idzie do schroniska to powinien zapewnić mu odpowiednie warunki. Biorąc zwierzę,  nie tylko kota, chorego, po przejściach czy całkowicie udomowionego, powinien trzymać go w domu. 
Może jestem zła i nie dobra, bo choć wiem,  że jest zagrożenie nie zamykam wszystkich przygarniętych kotów w domu, to chyba lepiej jest dla nich, że wpuszczę je do podwórka, do domu kiedy chcą, dam jeść, zadbam , wyleczę i wygłaszczę, wysterylizuję, czy wykastruję, niż gdybym miała zadzwonić po ludzi że schroniska , by oni się martwili co dalej, trzymając je w klatce.

joan

#6521531 Napisano: 23.08.2018 12:25:54
azaflora napisał(a):

(...) koszt opieki weterynaryjnej - horrendalny, bo jeden kot potrafi wygenerować w klinikach rachunki na kilka tysięcy złotych. (...) w domach tymczasowych jest mnóstwo kotów, niektóre czekają na adopcję rok i dłużej, a "wariatki kociary" nie oddają, by tylko zwolnić sobie miejsce, no właśnie dlaczego? Bo włożyły tyle pracy, kosztów /często są to zbiórki prywatne, wzajemne wsparcie/ i uczuć, gdy kot jest bliski śmierci /podawanie leków, kroplówek,itp/, by oddać wychuchane zwierzę komuś, kto nie gwarantuje zapewnienia bezpieczeństwa, a na dodatek uważa, że wyświadcza łaskę oferując dom. 


Dobrze to wszystko opisałaś w swoim poście. Do zacytowanego powyżej fragmentu chciałabym jedynie dodać, że koszt wyprowadzenia kota/psa na prostą potrafi być bardzo duży, czasami potrzebne są np. bardzo skomplikowane operacje. I na to wszystko zbierane są środki od osób prywatnych, bo schroniska nie mają pieniędzy i funkcjonują raczej jak pogotowie ratunkowe, niż ekskluzywny szpital. A każda z osób, które dokonały wpłaty ma prawo domagać się, by zwierzę po odchuchaniu trafiło w najlepsze ręce, a nie w jakiekolwiek.

Dziś zostawiłam u weta prawie 400 zł, chociaż poprzednia wizyta miała miejsce dwa tygodnie temu. Bo takie są koszty leczenia, na zwierzę nie przysługuje bezpłatna opieka z NFZ czy przelewik 500+. I społeczeństwo powinno sobie zdawać sprawę z tego, że prawie w każde zwierzę przygotowywane do adopcji włożono wiele pieniędzy (o kwestiach niematerialnych nawet nie wspomnę!) Zaś ludzie chcą dostać "kociaka za darmo, najlepiej z dłuższa sierścią lub o ciekawym umaszczeniu. Nie szukam rasowego/płatnego." -> to cytat z naszego forum.

79magda

#6521602 Napisano: 23.08.2018 15:41:44
joan napisał(a):




Dziś zostawiłam u weta prawie 400 zł, chociaż poprzednia wizyta miała miejsce dwa tygodnie temu. Bo takie są koszty leczenia, na zwierzę nie przysługuje bezpłatna opieka z NFZ czy przelewik 500+. 

Jedni mają zabytkowe samochody, inni nurkują w jaskiniach, a jeszcze inni pasjonują
kotami. Po co ta ironia w słowie „przelewik 500+”?! NFZ dla zwierząt? Seriously?! 
Każdy może mieć hobby. Twoim są koty, wiec przeznaczysz na to pieniądze. Inni wolą zabiegi kosmetyczne, albo narty wodne - na to tez oczekujesz funduszy?!

golocia

#6521604 Napisano: 23.08.2018 15:45:39
dziś wkurza mnie-3 lata temu zrobiliśmy altankę z porastającym ją winogronem - jak dach, pielęgnowany, odżywiany itp winogron w tym roku pierwszy raz ma owoce,mega ilość!  wszystko pięknie, cudnie, klimatycznie i robi wrażenie gdy sie siedzi a nad głową kiście winogron (dodam że fioletowy!- to ważne) jeszcze nie jest dojrzały całkowicie- ale ptakom smakuje!!!! emotka  dziś jeden z nic wleciał do mojej 2 tyg temu wyremontowanej i przemalowanej gruntownie kuchni i na...ł   na fioletowo!!!! po ścianach, po meblach, wszędzie- zanim go złapałam i wypuściłam zaliczył wszystkie newralgiczne miejsca. Niestety świeżo malowana kuchnia jest jest do ponownego malowania- ślady zostały i  nawet na zmywalnym duluxie!!!! ale mnie to wkurza na maxa!!!
0 0

joan

#6521624 Napisano: 23.08.2018 16:20:44
79magda napisał(a):

joan napisał(a):

Dziś zostawiłam u weta prawie 400 zł, chociaż poprzednia wizyta miała miejsce dwa tygodnie temu. Bo takie są koszty leczenia, na zwierzę nie przysługuje bezpłatna opieka z NFZ czy przelewik 500+. 


Jedni mają zabytkowe samochody, inni nurkują w jaskiniach, a jeszcze inni pasjonują
kotami. Po co ta ironia w słowie „przelewik 500+”?! NFZ dla zwierząt? Seriously?! 
Każdy może mieć hobby. Twoim są koty, wiec przeznaczysz na to pieniądze. Inni wolą zabiegi kosmetyczne, albo narty wodne - na to tez oczekujesz funduszy?!


Nie rozumiem Twojego oburzenia. Nie oczekuję żadnych dotacji, jestem odpowiedzialna za to, co oswoiłam. Ale ludzie chcą sierściucha za darmo i nawet 20 zł dla schroniska im szkoda. Najwidoczniej nie podejrzewają, jakie koszty może regularnie generować posiadanie zwierzęcia. To się dzielę doświadczeniem. Gdyby przy adopcji przyszły opiekun musiał zwrócić fundacji czy schronisku pełne koszty przygotowania zwierzaka, większości adopcji by nie było.

PS: Nie pasjonuję się kotami, nie są też moim hobby.
0 0

grandprix

#6521635 Napisano: 23.08.2018 16:51:02
golocia napisał(a):

dziś wkurza mnie-3 lata temu zrobiliśmy altankę z porastającym ją winogronem - jak dach, pielęgnowany, odżywiany itp winogron w tym roku pierwszy raz ma owoce,mega ilość!  wszystko pięknie, cudnie, klimatycznie i robi wrażenie gdy sie siedzi a nad głową kiście winogron (dodam że fioletowy!- to ważne) jeszcze nie jest dojrzały całkowicie- ale ptakom smakuje!!!! emotka  dziś jeden z nic wleciał do mojej 2 tyg temu wyremontowanej i przemalowanej gruntownie kuchni i na...ł   na fioletowo!!!! po ścianach, po meblach, wszędzie- zanim go złapałam i wypuściłam zaliczył wszystkie newralgiczne miejsca. Niestety świeżo malowana kuchnia jest jest do ponownego malowania- ślady zostały i  nawet na zmywalnym duluxie!!!! ale mnie to wkurza na maxa!!!

Współczuję bałaganu. U nas też przed domem rośnie winogron, pnie się na piętro, i też co roku mam całe schody zapaskudzone na fioletowo, bo ptaki jedząc zrzucają część na ziemię. Ale nie wkurzam się, robią tak, bo się boją i spieszą. To, czego nie dojedzą zostawiam im na zimę, owoce się nie psują, a ptaszydła mają radość, jak przyjdą mrozy.
2 joan, golocia 0

taalvikki

#6521665 Napisano: 23.08.2018 18:00:49
79magda napisał(a):

joan napisał(a):




Dziś zostawiłam u weta prawie 400 zł, chociaż poprzednia wizyta miała miejsce dwa tygodnie temu. Bo takie są koszty leczenia, na zwierzę nie przysługuje bezpłatna opieka z NFZ czy przelewik 500+. 

Jedni mają zabytkowe samochody, inni nurkują w jaskiniach, a jeszcze inni pasjonują
kotami. Po co ta ironia w słowie „przelewik 500+”?! NFZ dla zwierząt? Seriously?! 
Każdy może mieć hobby. Twoim są koty, wiec przeznaczysz na to pieniądze. Inni wolą zabiegi kosmetyczne, albo narty wodne - na to tez oczekujesz funduszy?!


Twoimi są dzieci, więc przeznaczaj na nie pieniądze. SWOJE. moze po to ta ironia, a jeżeli jej nie było, to ja ją dodaję. 
"Seriously" argumentem? seriously? 

jokan

#6521702 Napisano: 23.08.2018 21:06:54
czy oni naprawde nie ogarniaja strony Cheetosa? czlowiek chce wyslac moze cos, bo ma wene (albo nie....) a tu nie dziala...
0 0

Niebieska_Laguna

#6521705 Napisano: 23.08.2018 21:11:40
nkba napisał(a):

A ja z innej "kociej" beczki... Odkąd pamiętam w domu były kotełki, zawsze przygarnięte z ulicy. Tacy kociarze jesteśmy emotka I choć mieszkaliśmy w kamienicy, zawsze kotełki wychodziły w ciągu dnia i wracały na noc (albo je przynosiliśmy emotka ). Jeśli odchodziły to ze starości lub z powodu choroby. Teraz mieszkam w swoim domu, mam cudownego psiaka, którego ktoś wyrzucił jak była jeszcze budowa ale zawsze chciałam jeszcze mieć koty. Miałam dwa ale jeden nie wrócił z marcowania, a drugi zginął pod kołami bo niedaleko jest niestety droga. Teraz mam trzeciego i boję się o niego za każdym razem kiedy wychodzi. Wszystkie trzy były i są podrzutkami. Chciałam je trzymać tylko w domu ale niestety latem nie da się np. nie otwierać okien tarasowych. A przede wszystkim te ich oczy kiedy stały pod oknem i jakby prosiły żeby je wypuścić... Wiele albo i "wielenaście" razy zgłaszałam się po kotki z ogłoszeń, nawet o te niepełnosprawne bo nie uważam, że taki koteł jest gorszy, wręcz przeciwnie. Zawsze uprzedzam, że koteł będzie raczej wychodził i że mam niedaleko drogę. I wtedy słyszałam tylko, ze jak tak to nie bo niebezpieczeństwo, bo to to, bo to tamto... Jak wiem, że to wszystko z troski o zwierzaka ale nosz... to lepiej, żeby w klatce siedział? Mogę dać miłość i opiekę ale to chyba za mało emotka Przestałam więc wydzwaniać. I to mnie wkurza...

To dylemat wielu kociarzy - wypuszczać czy nie wypuszczać. Ja kiedyś wypuszczałam swoje, ale odkąd musiałam zabrać z ulicy mojego potrąconego Antosia, to przestałam to robić emotka  Chyba nie zniosłabym drugi raz takiego widoku... Obecnie mam taką kruszynkę, odratowaną z ulicy, delikatną, chorowitą. Wychodzę z nią na szelkach, czasem prosi, żeby ją wypuścić, ale nie robię tego, bo pewnie nie dałaby sobie rady. Ulica to jedno, a drugie, że to bardzo niebezpieczna okolica dla kotów. Blisko są lasy i niestety grasują różne drapieżniki, które zaczęły polować też na koty i małe psy. Więc pewnie moja Marcycha nie poradziłaby sobie w takich warunkach... Ale Ty na pewno nie powinnaś rezygnować z opieki nad kotami emotka  Wiele osób traktuje te zwierzęta jak zabawki... i w tym problem emotka  

joan napisał(a): Niebieska_Laguna - cztery razy byłam domem tymczasowym, rozumiem Cię doskonale emotka Niby ludzie gdzieś tam słyszeli, że "zwierzę to nie rzecz", ale tym właśnie koty są dla nich -> przedmiotami otrzymanymi za darmo, gratisami co się po jakimś czasie nudzą, pluszakami numer X...

Właśnie o to chodzi, ktoś niby robi dobre wrażenie, a potem okazuje się, że kot tylko dla dziecka do zabawy. I mimo, że się pilnuje i sprawdza takie osoby, to czasem jest za późno. Kot wychuchany, wydmuchany, ma zaznaczone, że nie może wychodzić, bo sobie nie poradzi, a ludzie i tak wypuszczają emotka
2 nkba, joan 0

Niebieska_Laguna

#6521708 Napisano: 23.08.2018 21:16:23
tygrysek82bu napisał(a):

joan napisał(a):

Niebieska_Laguna - cztery razy byłam domem tymczasowym, rozumiem Cię doskonale emotka Niby ludzie gdzieś tam słyszeli, że \"zwierzę to nie rzecz\", ale tym właśnie koty są dla nich -> przedmiotami otrzymanymi za darmo, gratisami co się po jakimś czasie nudzą, pluszakami numer X...

tygrysek82bu - pracownikom schronisk znane są rozmowy następującego typu:
- Chcę przygarnąć kotka.
- A miała Pani kiedyś koty?
- Tak, nawet teraz mam. Miałam też cztery inne, ale wszystkie rozjechały samochody. Bo to złośliwość losu była taka.
- Pani je wypuszczała na zewnątrz?
- No chyba!
- I tego od nas też Pani chce wypuszczać?
- No chyba!
- To od nas Pani kota nie dostanie.
- Wy jesteście gnidy, nie zależy Wam na adopcjach, tylko o pieniądze żebracie, a koty tu umierają...


nkba - niepełnosprawny kot absolutnie nie powinien poruszać się poza domem. Jego szanse na przeżycie są bliskie zeru. Jeśli szukasz kota wychodzącego, najlepiej po prostu zostawić namiary w schroniskach / przytuliskach (oraz na ich FB) z informacją, że gdyby mieli np. kota wychodzącego po zmarłej osobie albo półdziczka, to mogą się do Ciebie zgłosić. Jest to jakaś szansa (oczywiście w kontekście kiepskich schronisk).

Rozpisałam się i chyba się nie dodało, bo nie widzę  :/ Piszę więc jeszcze raz.Nie biorę kotów od kogoś czy ze schroniska, obiecując że będę trzymać tylko w domu. Przygarniam koty błąkające się po wsi, nauczone do "wolnego" życia. Sterylizuje,  kastruje i ogólnie całą rodzinką się nim opiekujemy.  Wchodzą do domu i wychodzą kiedy chcą i nie wypuszczam ich prosto na ulice, ale na duże przydomowe podwórko,  choć dla nich płot to żadne ograniczenie. Ulica jest niedaleko,  choć ulica to za dużo powiedziane.  To uliczka biegnąca przez wieś.  Nie jest ruchliwa, a mimo to zdradza się że kotki czy pieski wychodzą prosto pod koła. Koty,  które większość czasu są na podwórku nauczyły się bać samochodów i mają ok 5, 4, 2, 2  lata i ok. roczna  kotka. Pod kołami zginęły głównie małe kotki, które mało wychodziły i jeden całkowicie udomowiony, który się po prostu wymknął, korzystając z tego że otwarły się niedomknięte drzwi. Niestety i taki pech się zdrarza.  Dbasz, pilnujesz, a i tak wpadnie pod przejeżdżające raz na godzinę czy dwie auto.  Dlatego teraz nie "udomawiam" kotków na siłę.  Żyją jak chcą, są sprytne i trzymają się, ciesząc nad swoją obecnością. 
Ja też jestem zdania, że jeśli człowiek jest zdecydowany by podjąć się opieki nad zwierzęciem, uważa że jest na to gotowy i sam idzie do schroniska to powinien zapewnić mu odpowiednie warunki. Biorąc zwierzę,  nie tylko kota, chorego, po przejściach czy całkowicie udomowionego, powinien trzymać go w domu. 
Może jestem zła i nie dobra, bo choć wiem,  że jest zagrożenie nie zamykam wszystkich przygarniętych kotów w domu, to chyba lepiej jest dla nich, że wpuszczę je do podwórka, do domu kiedy chcą, dam jeść, zadbam , wyleczę i wygłaszczę, wysterylizuję, czy wykastruję, niż gdybym miała zadzwonić po ludzi że schroniska , by oni się martwili co dalej, trzymając je w klatce.

To prawda. Nie każdy kot nadaję się do "czterech ścian". Czasem wręcz przy oddawaniu zaznacza się, że kot jest wychodzący i musi mieć np. podwórko. U niektórych kotów nie da się zmienić tych przyzwyczajeń. Ja miałam na myśli akurat konkretną sytuację, gdzie kot trafił do rodziny, która sprawiała dobre wrażenie. A potem przepadł. A w umowie adopcyjnej było zaznaczone, że kot niewychodzący. Osoby, które go przygarnęły ukrywały też fakt zniknięcia kota, nie chciały przekazać informacji, co się z nim stało... Ech, dużo by mówić. Ale podziwiam takie osoby jak Ty, które zapewniają tyle miłości i opieki kotom wolno bytującym emotka  
2 nkba, brucee 0

maria1980

#6521724 Napisano: 23.08.2018 22:05:39
Mój ojciec poszedł dziś na pokaz garnków ( choć mu odradzałam ) , zabrałam mu dowód (bo wiedziałam ,że tam czasem z ratami sie wraca) i powiedziałam ,żeby nie brał żadnych rzeczy stamtąd . Dzwoni do mnie po dwóch godzinach ,ze wygrał nagród na 20000 tylko potrzebuje dowód żeby je odebrać . Tłumacze mu ,ze to nie prawda i nie ma opcji nie dam mu dowodu ,a on do mnie ,ze ci „prezenterzy „ te „nagrody” przywieźli mu juz do domu i czekają na dowód ... No to myśle idę , zerwie sie z pracy na 10 minut i idę . W domu widok : pani i pan siedzą w MOJEJ kuchni ,przedpokój pełen „wygranych „ czyli garnków ,odkurzacz...pytam o co chodzi i biorę dokumenty ,które mój ojciec oczywiście podpisał ( to pismo ,ze wygrałem) patrzę a tam jak byk umowa kredytowa na 8000 do spłaty 14800 . Mowię do tych „naciągaczy” ze to lichwa i maja brać sprzęty ,bo do tej umowy nie dojdzie ...a pani „naciągaczka” wstaje i krzyczy do mnie w MOJEJ kuchni ,ze „ S..O ty nie będziesz decydować za swojego ojca „ i mnie wyzywa ..zatem wzięłam te garnki i delikatnie mówiąc wyniosłam je za drzwi . A ona ,ze załatwi mi zwolnienie z pracy ,bo ja powinnam być teraz w pracy a nie w domu ...mowię do niej ,ze ja pracuje ,a nie tyram w obozie zagłady -gdzie ona powinna sie znaleść bo naciąga starych ludzi .
Zla jestem do tej pory ,dzwoniłam do rzecznika praw konsumenta ,ale nic to nie da ,bo ojciec nie przeczytał co podpisał . Wiec bedą dalej naciągać . Czekam teraz z utęsknieniem na telefon z info ,ze zapraszają mnie na pokaz .Pojde . 

nkba

#6521728 Napisano: 23.08.2018 22:07:48
Niebieska_Laguna napisał(a):

 

To dylemat wielu kociarzy - wypuszczać czy nie wypuszczać. Ja kiedyś wypuszczałam swoje, ale odkąd musiałam zabrać z ulicy mojego potrąconego Antosia, to przestałam to robić emotka  Chyba nie zniosłabym drugi raz takiego widoku... Obecnie mam taką kruszynkę, odratowaną z ulicy, delikatną, chorowitą. Wychodzę z nią na szelkach, czasem prosi, żeby ją wypuścić, ale nie robię tego, bo pewnie nie dałaby sobie rady. Ulica to jedno, a drugie, że to bardzo niebezpieczna okolica dla kotów. Blisko są lasy i niestety grasują różne drapieżniki, które zaczęły polować też na koty i małe psy. Więc pewnie moja Marcycha nie poradziłaby sobie w takich warunkach... Ale Ty na pewno nie powinnaś rezygnować z opieki nad kotami emotka  Wiele osób traktuje te zwierzęta jak zabawki... i w tym problem emotka  

Nie zrezygnuję bo zbyt ważne dla mnie są emotka Znając realia to jeszcze w tym roku jakiegoś się doczekam...

olunka

#6521731 Napisano: 23.08.2018 22:10:44
maria1980 napisał(a):

Mój ojciec poszedł dziś na pokaz garnków ( choć mu odradzałam ) , zabrałam mu dowód (bo wiedziałam ,że tam czasem z ratami sie wraca) i powiedziałam ,żeby nie brał żadnych rzeczy stamtąd . Dzwoni do mnie po dwóch godzinach ,ze wygrał nagród na 20000 tylko potrzebuje dowód żeby je odebrać . Tłumacze mu ,ze to nie prawda i nie ma opcji nie dam mu dowodu ,a on do mnie ,ze ci „prezenterzy „ te „nagrody” przywieźli mu juz do domu i czekają na dowód ... No to myśle idę , zerwie sie z pracy na 10 minut i idę . W domu widok : pani i pan siedzą w MOJEJ kuchni ,przedpokój pełen „wygranych „ czyli garnków ,odkurzacz...pytam o co chodzi i biorę dokumenty ,które mój ojciec oczywiście podpisał ( to pismo ,ze wygrałem) patrzę a tam jak byk umowa kredytowa na 8000 do spłaty 14800 . Mowię do tych „naciągaczy” ze to lichwa i maja brać sprzęty ,bo do tej umowy nie dojdzie ...a pani „naciągaczka” wstaje i krzyczy do mnie w MOJEJ kuchni ,ze „ S..O ty nie będziesz decydować za swojego ojca „ i mnie wyzywa ..zatem wzięłam te garnki i delikatnie mówiąc wyniosłam je za drzwi . A ona ,ze załatwi mi zwolnienie z pracy ,bo ja powinnam być teraz w pracy a nie w domu ...mowię do niej ,ze ja pracuje ,a nie tyram w obozie zagłady -gdzie ona powinna sie znaleść bo naciąga starych ludzi .
Zla jestem do tej pory ,dzwoniłam do rzecznika praw konsumenta ,ale nic to nie da ,bo ojciec nie przeczytał co podpisał . Wiec bedą dalej naciągać . Czekam teraz z utęsknieniem na telefon z info ,ze zapraszają mnie na pokaz .Pojde . 

emotka emotka emotka
0 0

nkba

#6521734 Napisano: 23.08.2018 22:13:22
maria1980 napisał(a):

Mój ojciec poszedł dziś na pokaz garnków ( choć mu odradzałam ) , zabrałam mu dowód (bo wiedziałam ,że tam czasem z ratami sie wraca) i powiedziałam ,żeby nie brał żadnych rzeczy stamtąd . Dzwoni do mnie po dwóch godzinach ,ze wygrał nagród na 20000 tylko potrzebuje dowód żeby je odebrać . Tłumacze mu ,ze to nie prawda i nie ma opcji nie dam mu dowodu ,a on do mnie ,ze ci „prezenterzy „ te „nagrody” przywieźli mu juz do domu i czekają na dowód ... No to myśle idę , zerwie sie z pracy na 10 minut i idę . W domu widok : pani i pan siedzą w MOJEJ kuchni ,przedpokój pełen „wygranych „ czyli garnków ,odkurzacz...pytam o co chodzi i biorę dokumenty ,które mój ojciec oczywiście podpisał ( to pismo ,ze wygrałem) patrzę a tam jak byk umowa kredytowa na 8000 do spłaty 14800 . Mowię do tych „naciągaczy” ze to lichwa i maja brać sprzęty ,bo do tej umowy nie dojdzie ...a pani „naciągaczka” wstaje i krzyczy do mnie w MOJEJ kuchni ,ze „ S..O ty nie będziesz decydować za swojego ojca „ i mnie wyzywa ..zatem wzięłam te garnki i delikatnie mówiąc wyniosłam je za drzwi . A ona ,ze załatwi mi zwolnienie z pracy ,bo ja powinnam być teraz w pracy a nie w domu ...mowię do niej ,ze ja pracuje ,a nie tyram w obozie zagłady -gdzie ona powinna sie znaleść bo naciąga starych ludzi .
Zla jestem do tej pory ,dzwoniłam do rzecznika praw konsumenta ,ale nic to nie da ,bo ojciec nie przeczytał co podpisał . Wiec bedą dalej naciągać . Czekam teraz z utęsknieniem na telefon z info ,ze zapraszają mnie na pokaz .Pojde . 

Dzielna dziewczyna! Ale w..kwiłam się sama jak to czytałam! s..a to ona, nie obrażając zwierzęcia, ona - z charakteru!!!

joan

#6521746 Napisano: 23.08.2018 22:49:22
maria1980 napisał(a):

Mój ojciec poszedł dziś na pokaz garnków ( choć mu odradzałam ) , zabrałam mu dowód (bo wiedziałam ,że tam czasem z ratami sie wraca) i powiedziałam ,żeby nie brał żadnych rzeczy stamtąd . Dzwoni do mnie po dwóch godzinach ,ze wygrał nagród na 20000 tylko potrzebuje dowód żeby je odebrać . Tłumacze mu ,ze to nie prawda i nie ma opcji nie dam mu dowodu ,a on do mnie ,ze ci „prezenterzy „ te „nagrody” przywieźli mu juz do domu i czekają na dowód ... No to myśle idę , zerwie sie z pracy na 10 minut i idę . W domu widok : pani i pan siedzą w MOJEJ kuchni ,przedpokój pełen „wygranych „ czyli garnków ,odkurzacz...pytam o co chodzi i biorę dokumenty ,które mój ojciec oczywiście podpisał ( to pismo ,ze wygrałem) patrzę a tam jak byk umowa kredytowa na 8000 do spłaty 14800 . Mowię do tych „naciągaczy” ze to lichwa i maja brać sprzęty ,bo do tej umowy nie dojdzie ...a pani „naciągaczka” wstaje i krzyczy do mnie w MOJEJ kuchni ,ze „ S..O ty nie będziesz decydować za swojego ojca „ i mnie wyzywa ..zatem wzięłam te garnki i delikatnie mówiąc wyniosłam je za drzwi . A ona ,ze załatwi mi zwolnienie z pracy ,bo ja powinnam być teraz w pracy a nie w domu ...mowię do niej ,ze ja pracuje ,a nie tyram w obozie zagłady -gdzie ona powinna sie znaleść bo naciąga starych ludzi .
Zla jestem do tej pory ,dzwoniłam do rzecznika praw konsumenta ,ale nic to nie da ,bo ojciec nie przeczytał co podpisał . Wiec bedą dalej naciągać . Czekam teraz z utęsknieniem na telefon z info ,ze zapraszają mnie na pokaz .Pojde . 


Może powinnaś to opisać na FB? Nie musisz nawet wspominać, że chodziło o kogoś z Twojej rodziny - wiesz, może przez udostępnianie się da uratować więcej osób, np. krewnych Twoich sąsiadów...

BTW: świetna reakcja, nie wiedzieli, z kim mają do czynienia emotka