Wkurza mnie...

joan

#6494025 Napisano: 02.06.2018 17:50:56

Niedawno byłam w kinie na filmie "Sobibór" - po drugiej stronie schodów jakaś kobieta wespół ze swoim kompanem wpied* słonecznik. Na ekranie Holokaust, a oni przez cały seans żarli słoniola. Powiem wprost: powstrzymywałam się, ale serio miałam ochotę im przyp*....


dolly

#6494035 Napisano: 02.06.2018 18:47:39
Kotłuje mi się w głowie, jakas piosenka i za chiny nie mogę jej znaleźć w sieci emotka
moze ktoś kojarzy, szło cos w ten deseń
"mogę odejść, ale patrzeć chcę, jak wali się świat.... coś ze łzami i coś nie tańcz blisko mnie.... emotka
ktoś, coś?
0 0

@gnieszk@

#6494036 Napisano: 02.06.2018 18:50:26
dolly napisał(a):

Kotłuje mi się w głowie, jakas piosenka i za chiny nie mogę jej znaleźć w sieci  emotka
moze ktoś kojarzy, szło cos w ten deseń
"mogę odejść, ale patrzeć chcę, jak wali się świat.... coś ze łzami i coś nie tańcz blisko mnie.... emotka
ktoś, coś?

https://teksciory.interia.pl/natalia-nykiel-spokoj-tekst-piosenki,t,661172.html
To?
1 dolly 0

dolly

#6494037 Napisano: 02.06.2018 18:53:17
@gnieszk@ napisał(a):

dolly napisał(a):

Kotłuje mi się w głowie, jakas piosenka i za chiny nie mogę jej znaleźć w sieci  emotka
moze ktoś kojarzy, szło cos w ten deseń
"mogę odejść, ale patrzeć chcę, jak wali się świat.... coś ze łzami i coś nie tańcz blisko mnie.... emotka
ktoś, coś?

https://teksciory.interia.pl/natalia-nykiel-spokoj-tekst-piosenki,t,661172.html
To?

Taaaaaaaakkkkkkkk tooooo!!!!!!!
Dziękuję! emotka  emotka  emotka  emotka  emotka
1 @gnieszk@ 0

cudaczek121

#6494046 Napisano: 02.06.2018 19:52:27
bruce napisał(a):

koniczynka123 napisał(a):

A ja nie lubie jak ludzie jedzą w kinie. Przecież przez te 2 h nikt z glodu nie umrze A to chrupanie i picie tylko rozprasza. Juz nie wspomne jaki syf zostaje w salach po wyjsciu takiego bydla. Wg mnie powinni calkowicie zakazać spozywania czegokolwiek podczas seansu.

Zależy to od wielu rzeczy.  emotka
Rozumiem niechęć, ale ja nie umiem zrezygnować - muszę choćby łyknąć, skonsumować czy przekąsić cokolwiek. Czasem starczy tylko cukierek czy kilka łyków. Gardło nie wyrabia.  emotka

Byłam wczoraj w kinie na seansie "Ella i John"- swoją drogą bardzo dobry film, jak dla mnie polecam! Oprócz mnie na sali były może cztery inne osoby. W każdym razie usiadłam sobie z dala od innych ludzi, aby w spokoju przeżywać film i jeść popcorn.To wcale nie dlatego,że jestem tak ciągle głodna, ze nie wytrzymałabym 1,5- 2 godzin bez czegokolwiek w ustach,ale tak jakoś dla mnie kino plus popcorn wcale się"nie gryzą", a wręcz nie wyobrażam sobie seansu bez popcornu. W kinie także zawsze wyciszam telefon. Rozumiem np. powagę teatru tudzież opery i w takich miejscach nawet nie przeszłoby mi przez myśl picie i jedzenie.Jeśli ktoś nie trawi popcornu lub innych przekąsek jedzonych w kinie, to zawsze alternatywą pozostaje kino, gdzie nie ma opcji fast foodów- we Wrocławiu w DCF-ie np. w ogóle nie mają przekąsek-popcornu i coli.
1 brucee 0

assal

#6494060 Napisano: 02.06.2018 21:20:47
W Krakowie seansów bez popcornu jest na szczęście więcej. A w CC na porannych seansach średnio są trzy/cztery osoby, więc popcornu dawno nie widziałam i nie czułam emotka
Ostatnio za to dojrzałam plakaty w autobusach... informujące o tym, że miejsca siedzące są dla pasażerów, nie na ich torby i torebki emotka  To już trzeba na coś tak oczywistego wydawać pieniądze? emotka

sydariameki

#6494068 Napisano: 02.06.2018 22:15:46
Zdarza mi się pójść do teatru w Czechach, jak jest scena polska. Tam czymś normalny jest,że ludzie na widowni mają butelki z wodą. Jest tam słaba wentylacja i po chwili jest duszno. Więc jak ktoś zrobi sobie w trakcie spektaklu łyka, to nikt nawet niego nie spojrzy.
0 0

luk1990

#6494091 Napisano: 03.06.2018 04:37:18
bruce napisał(a):

superloser napisał(a):

1. Masz kod do CinemaCity to sobie mozesz go teraz sprawdzić na stronie.

emotka Dzięki, tego nie wiedziałam.  emotka emotka

gdzie jest opcja sprawdzenia kodu?:))
1 brucee 0

Gość: awi

#6494099 Napisano: 03.06.2018 08:43:33
superloser napisał(a):

cb656 napisał(a):

joan napisał(a):

Niedawno byłam w kinie na filmie "Sobibór" - po drugiej stronie schodów jakaś kobieta wespół ze swoim kompanem wpied* słonecznik. Na ekranie Holokaust, a oni przez cały seans żarli słoniola. Powiem wprost: powstrzymywałam się, ale serio miałam ochotę im przyp*....

Powiem wprost: DZIWIĘ SIĘ emotka Nie jestem pewny, czy udałoby mi się zagryźć język w tej sytuacji... emotka

I własnie wkurza takie polskie podejscie do innych. Ludzie niepełnosprawni albo "tacy sami a jednak inni" muszą sie "do mnie dostosować"!  Dlatego autyzm w Polsce to wstydliwa odmienność a na Zachodzie dostosowuje sie dla nich kinowe seanse.  Ludzie maja prawo wyjsc do kina a nie siedziec zastraszeni w domach, bo ktos Im "przyp..." bo nie sa cicho a nie sa w stanie kontrolowac inaczej swoich emocji.... Wiecej empathy 

Bądźmy ludźmi  dopóki amerykańscy naukowcy nie udowodnią, że jesteśmy czymś innym
1 brucee 0

Gość: awi

#6494101 Napisano: 03.06.2018 08:51:35
cb656 napisał(a):

emotka Że też na to nie wpadłem... jechać przez pół Polski, by obejrzeć bez smrodu film w jedynym, wybranym kinie. emotka

W Toruniu są dwa kina bez popkornów, w jednym można obejrzeć seanse przedpremierowe a drugie jest dla "spóźnialskich"
1 brucee 0

cherry_coke

#6494113 Napisano: 03.06.2018 09:39:22
Wkurza mnie, że konkurs Puma to jakieś Deja Vu zeszłorocznej edycji. emotka  
0 0

assal

#6494114 Napisano: 03.06.2018 09:41:15
Cb656: Koleżanka ma dom. Póki był teren nieogrodzony, ludzie sobie łazili jak chcieli po jej działce, bo "nie pisze nigdzie, że to czyjeś" emotka  Tak jest w Polsce ze wszystkim. Znaki, zakazy, tablice... inaczej kultury brak. 
1 joan 0

anialistopad

#6494132 Napisano: 03.06.2018 10:58:09
Stokrotka i jej paragony. Kupiłam algida i lapsy. Na paragonie ucieta data. Numer paragonu i 1 pozycja towaru. Mówię babxe za kasa źle wydrukowala l i chce kopie systemowa paragonu bo ten jest nieczytelny. A ta patrzy na mnie jak na wariatke i co słyszę.? Czepia się Pani tego paragonu. Przecież jest normalny. Paragon jak paragon. Wkurzyla mnie  zrobiłam awanturę i w końcu po 20 minutach z wielkim żalem i jęczęniem poszła wydrukować kopie paragonu mamroczac pod nosem że sobie wymyślam a ona ma tu tyle roboty
0 0

Gość: awi

#6494158 Napisano: 03.06.2018 13:04:52
superloser napisał(a):

awi napisał(a):

cb656 napisał(a):

cudaczek121 napisał(a):

Jeśli ktoś nie trawi popcornu lub innych przekąsek jedzonych w kinie, to zawsze alternatywą pozostaje kino, gdzie nie ma opcji fast foodów- we Wrocławiu w DCF-ie np. w ogóle nie mają przekąsek-popcornu i coli.

GENIALNE! emotka Że też na to nie wpadłem... jechać przez pół Polski, by obejrzeć bez smrodu film w jedynym, wybranym kinie. emotka

W Toruniu są dwa kina bez popkornów, w jednym można obejrzeć seanse przedpremierowe a drugie jest dla "spóźnialskich"

Że nie sprzedają to nie znaczy, że Łapsów sobie chrupać nie można. Chyba, ze rewizje robią. A wiadomo są CZŁEKI co  sie dadzą zastraszyć dla "kultury". Biletu nie oddadzą bo wstyd. 

No cóż, życie jest jakie jest... 
0 0

malenka

#6494159 Napisano: 03.06.2018 13:07:20
Potrzebuję pomocy prawnika, albo po prostu kogoś, kto zetknął się z taką sytuacją:

Oddaliśmy samochód do blacharza, miał nam zrobić dach i prawe tylne nadkole. Zaliczka 200 zł, naprawa miała potrwać 3 dni. Początkowo wszystko było ok, facet przesyłał zdjęcia postępów prac, a po 4 dniach kontakt się urwał. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości. Gdy z zastrzeżonego numeru zadzwoniłam do niego w końcu odebrał telefon, a gdy się przedstawiłam przekazał telefon ojcu (!), który wyznaczył odbiór samochodu na następny dzień. Przyjeżdżamy więc po samochód następnego dnia wieczorem. "Blacharza" nie ma w domu, przed dom wychodzi jakaś starsza pani i informuje nas, że on baluje, nie wie kiedy wróci i nie zostawił kluczy do warsztatu w którym stoi nasz samochód. Grozimy policją i klucze magicznie się znajdują. Samochód jest w częściach! Zdemontowany cały tył, położona tylko szpachla, niepolakierowany. Nie ma mowy żeby nim odjechać. Starsza Pani uważa, że naturalne jest że blacharz czy też mechanik nie wywiązuje się ze zlecenia i nie rozumie o co nam chodzi, przecież to tylko 3 tygodnie spóźnienia, a jej wnuk jest bardzo zajętym człowiekiem i generalnie to z nami jest jakiś problem skoro w dniu odbioru samochodu nastawiamy się na faktyczny jego odbiór. Wracamy więc do domu z kwitkiem zapowiadając, że za tydzień wracamy po auto. Tydzień mija właśnie dziś. Na miejscu zastajemy ten sam stan rzeczy co tydzień temu. Paliwo z baku wyjeżdżone, brak immobilisera, brak śrubek, samochód ma jakieś wgniecenia, chłopaki właśnie próbują go skręcić żeby jakiś dojechać te 50 km do domu. W międzyczasie dzwonimy na policję. Policja umywa ręce, mówią, ze takie sprawy nie leżą w ich zakresie obowiązków i odsyłają nas na drogę sądową. Mamy założyć sprawę cywilno- prawną. I teraz moje pytanie? Policja nas zbywa czy faktycznie nie może nam pomóc? Skoro składamy samochód sami, bez niezależnych świadków (czyt policji) to jak po odjeździe od mechanika udowodnimy, że to on zniszczył nam brykę? Nikt nie poświadczy stanu sprzed zmontowania samochodu przez nas. I przede wszystkim- jak się zakłada sprawę cywilno- prawną, bo nie odpuszczę oszustowi.

A tak na koniec: koleś miesiąc temu rozbijał się po mieście po pijaku samochodem innego klienta. Klient samochód odbierał z policyjnego parkingu. Podobno to stały numer tego "blacharza".
0 0

tosca

#6494160 Napisano: 03.06.2018 13:08:04
Wkurzają mnie tzw."mistrzowie kierownicy", którym się wydaje, że im wszystko na drodze wolno, nie zważając na to, iż stanowią ogromne niebezpieczeństwo zarówno dla innych użytkowników dróg, jak i pieszych. Niejednokrotnie na drodze spotykam się z chamstwem i brakiem logicznego myślenia, które trudno mi zrozumieć...Przykład z dziś. Z daleka widzę kobietę stojącą na chodniku z małym, może trzyletnim dzieckiem, trzymanym przez Nią za rękę. Kierowcy trzech samochodów jadących przede mną, mając głęboko w poważaniu fakt, iż próbuje Ona przedostać się pasami na drugą stronę jezdni, przejeżdżają, nie ustępując pierwszeństwa. Zatrzymuję się jako pierwsza, aby Jej to umożliwić. Kiedy ta rusza naprzód, dziękując mi skinieniem głowy, "mistrz kierownicy", jadący z naprzeciwka, udaje się tego wogóle nie zauważać i jakby nigdy nic z piskiem opon przejeżdża przez pasy. Odległość od matki z dzieckiem nie wynosi w tej chwili nawet pół metra. Pytam zatem, gdzie jego wyobraźnia? Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby np. dziecko zechciało się matce "wyrwać" i pobiec przed siebie ( na myśl o tym przechodzą mnie ciarki )...Wprost pod koła? Prawdopodobieństwo ogromne!!! Chwila i nieszczęście gotowe. Choć samej ( tak w subiektywnej ocenie ze względu na zbyt krótki czas posiadania prawka ), daleko mi do kierowcy, określanego mianem idelanego, to uważam, że za takie zachowania powinny być bardzo surowo karane. Może dzięki temu ludzie nauczą się wreszcie myśleć...
0 0

donia7

#6494162 Napisano: 03.06.2018 13:20:58
tosca napisał(a):

Wkurzają mnie tzw."mistrzowie kierownicy", którym się wydaje, że im wszystko na drodze wolno, nie zważając na to, iż stanowią ogromne niebezpieczeństwo zarówno dla innych użytkowników dróg, jak i pieszych. Niejednokrotnie na drodze spotykam się z chamstwem i brakiem logicznego myślenia, które trudno mi zrozumieć...Przykład z dziś. Z daleka widzę kobietę stojącą na chodniku z małym, może trzyletnim dzieckiem, trzymanym przez Nią za rękę. Kierowcy trzech samochodów jadących przede mną, mając głęboko w poważaniu fakt, iż próbuje Ona przedostać się pasami na drugą stronę jezdni, przejeżdżają, nie ustępując pierwszeństwa. Zatrzymuję się jako pierwsza, aby Jej to umożliwić. Kiedy ta rusza naprzód, dziękując mi skinieniem głowy, "mistrz kierownicy", jadący z naprzeciwka, udaje się tego wogóle nie zauważać i jakby nigdy nic z piskiem opon przejeżdża przez pasy. Odległość od matki z dzieckiem nie wynosi w tej chwili nawet pół metra. Pytam zatem, gdzie jego wyobraźnia? Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby np. dziecko zechciało się matce "wyrwać" i pobiec przed siebie ( na myśl o tym przechodzą mnie ciarki )...Wprost pod koła? Prawdopodobieństwo ogromne!!! Chwila i nieszczęście gotowe. Choć samej ( tak w subiektywnej ocenie ze względu na zbyt krótki czas posiadania prawka ), daleko mi do kierowcy, określanego mianem idelanego, to uważam, że za takie zachowania powinny być bardzo surowo karane. Może dzięki temu ludzie nauczą się wreszcie myśleć...

Niestety, przechodząc przez pasy z dziećmi również jestem świadkiem podobnych zachować. Dla mnie to są po prostu chamy bez wyobraźni emotka  
0 0

Astronautka

#6494165 Napisano: 03.06.2018 13:29:35
malenka napisał(a):

Potrzebuję pomocy prawnika, albo po prostu kogoś, kto zetknął się z taką sytuacją:

Oddaliśmy samochód do blacharza, miał nam zrobić dach i prawe tylne nadkole. Zaliczka 200 zł, naprawa miała potrwać 3 dni. Początkowo wszystko było ok, facet przesyłał zdjęcia postępów prac, a po 4 dniach kontakt się urwał. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości. Gdy z zastrzeżonego numeru zadzwoniłam do niego w końcu odebrał telefon, a gdy się przedstawiłam przekazał telefon ojcu (!), który wyznaczył odbiór samochodu na następny dzień. Przyjeżdżamy więc po samochód następnego dnia wieczorem. "Blacharza" nie ma w domu, przed dom wychodzi jakaś starsza pani i informuje nas, że on baluje, nie wie kiedy wróci i nie zostawił kluczy do warsztatu w którym stoi nasz samochód. Grozimy policją i klucze magicznie się znajdują. Samochód jest w częściach! Zdemontowany cały tył, położona tylko szpachla, niepolakierowany. Nie ma mowy żeby nim odjechać. Starsza Pani uważa, że naturalne jest że blacharz czy też mechanik nie wywiązuje się ze zlecenia i nie rozumie o co nam chodzi, przecież to tylko 3 tygodnie spóźnienia, a jej wnuk jest bardzo zajętym człowiekiem i generalnie to z nami jest jakiś problem skoro w dniu odbioru samochodu nastawiamy się na faktyczny jego odbiór. Wracamy więc do domu z kwitkiem zapowiadając, że za tydzień wracamy po auto. Tydzień mija właśnie dziś. Na miejscu zastajemy ten sam stan rzeczy co tydzień temu. Paliwo z baku wyjeżdżone, brak immobilisera, brak śrubek, samochód ma jakieś wgniecenia, chłopaki właśnie próbują go skręcić żeby jakiś dojechać te 50 km do domu. W międzyczasie dzwonimy na policję. Policja umywa ręce, mówią, ze takie sprawy nie leżą w ich zakresie obowiązków i odsyłają nas na drogę sądową. Mamy założyć sprawę cywilno- prawną. I teraz moje pytanie? Policja nas zbywa czy faktycznie nie może nam pomóc? Skoro składamy samochód sami, bez niezależnych świadków (czyt policji) to jak po odjeździe od mechanika udowodnimy, że to on zniszczył nam brykę? Nikt nie poświadczy stanu sprzed zmontowania samochodu przez nas. I przede wszystkim- jak się zakłada sprawę cywilno- prawną, bo nie odpuszczę oszustowi.

A tak na koniec: koleś miesiąc temu rozbijał się po mieście po pijaku samochodem innego klienta. Klient samochód odbierał z policyjnego parkingu. Podobno to stały numer tego "blacharza5".

Zanim zalozycie sprawe w sadzie polecam napisac do blacharza wezwanie do wydania rzeczy w stanie w jakim ja oddaliscie w ciagu np. 3 dni. Wezwanie wyślijcie poczta poleconym za potw. odbioru badz zaniescie osobiscie tylko nie wiem czy wam podpisze kopię.  Udajcie sie także na policję i zlozcie doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa w zakresie zawlaszczenia tudziez zniszczenia mienia ruchomego czyli samochodu. Po  tych 3 dniach pomyślimy  co dalej. 

ziolko

#6494266 Napisano: 03.06.2018 23:43:50
malenka - dlaczego oddaliście auto do blacharza 50 km od domu? bliżej nikogo nie było?
Mogliście zrobić zdjęcia PRZED oddaniem auta, tak samo jak stan licznika i poziom paliwa na wskaźniku.
Masz jakąś umowę z tym "specem"? albo potwierdzenie zaliczki? świadków? 
Takie coś znalazłam w necie https://moto.onet...-swoich-praw/h7ytcbc

Popieram astronautka, zrobić tak jak radzi i jeśli to nie przyniesie skutków to działać ostrzej.
0 0

taalvikki

#6494267 Napisano: 03.06.2018 23:50:09
tosca napisał(a):

Wkurzają mnie tzw."mistrzowie kierownicy", którym się wydaje, że im wszystko na drodze wolno, nie zważając na to, iż stanowią ogromne niebezpieczeństwo zarówno dla innych użytkowników dróg, jak i pieszych. Niejednokrotnie na drodze spotykam się z chamstwem i brakiem logicznego myślenia, które trudno mi zrozumieć...Przykład z dziś. Z daleka widzę kobietę stojącą na chodniku z małym, może trzyletnim dzieckiem, trzymanym przez Nią za rękę. Kierowcy trzech samochodów jadących przede mną, mając głęboko w poważaniu fakt, iż próbuje Ona przedostać się pasami na drugą stronę jezdni, przejeżdżają, nie ustępując pierwszeństwa. Zatrzymuję się jako pierwsza, aby Jej to umożliwić. Kiedy ta rusza naprzód, dziękując mi skinieniem głowy, "mistrz kierownicy", jadący z naprzeciwka, udaje się tego wogóle nie zauważać i jakby nigdy nic z piskiem opon przejeżdża przez pasy. Odległość od matki z dzieckiem nie wynosi w tej chwili nawet pół metra. Pytam zatem, gdzie jego wyobraźnia? Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby np. dziecko zechciało się matce "wyrwać" i pobiec przed siebie ( na myśl o tym przechodzą mnie ciarki )...Wprost pod koła? Prawdopodobieństwo ogromne!!! Chwila i nieszczęście gotowe. Choć samej ( tak w subiektywnej ocenie ze względu na zbyt krótki czas posiadania prawka ), daleko mi do kierowcy, określanego mianem idelanego, to uważam, że za takie zachowania powinny być bardzo surowo karane. Może dzięki temu ludzie nauczą się wreszcie myśleć...


ja tam twierdzę, że żadna kara głupoty i chamstwa nie wyeliminuje. nie tędy droga. droga to samodzielne zachowania, odpowiednie wychowanie i reagowanie na chamstwo innych.
0 0